
Z pasją tworzę naturalne miody pitne oraz podpiwek warzony z prawdziwego słodu. Każdy produkt powstaje rzemieślniczo, z dbałością o najwyższą jakość składników i tradycyjny charakter. To nie jest masowa produkcja
to 20 lat doświadczenia, pasji i nieustannego doskonalenia własnego rzemiosła.

Piotr Dawidowicz
Dowodem jest najstarsza butelka w moim magazynku — początkowo pozostawiona tam zupełnie przez nieuwagę, a z czasem doceniona jako mały świadek historii, która przez lata działa się wokół niej.
Moja przygoda z winiarstwem zaczęła się od rodzinnego szczepu winogron, który rósł na dziadkowej działce. Pewnego dnia, patrząc na owoce opadające na zmarzniętą ziemię, pomyślałem, że szkoda pozwolić im się zmarnować. Szybka analiza dostępnych przepisów, wybór padł na wino domowe i… zaczęło się.
Pierwszy napitek trafił na rodzinny stół około roku od nastawienia. Wino było młode, puste i zdecydowanie przesłodzone. Innymi słowy — nie było się czym chwalić.
Ale właśnie o to chodziło. Każda kolejna próba czegoś uczyła. Pojawiały się nowe pomysły, nowe owoce i nowe receptury. Były nawet truskawki — Boże uchowaj! — aż w końcu przyszła pora na cydry, których wytrawny smak wzbudził moją ciekawość i zachęcił do dalszych eksperymentów.
Wtedy rozpoczęła się moja przygoda z pszczelarstwem. A skoro pojawił się miód, prędzej czy później musiał pojawić się również przepis na miód pitny.
I to był strzał w dziesiątkę.
Zaczęło się od kolejnych analiz receptur, eksperymentów i sprawdzania smaku na różnych etapach produkcji. Obserwowanie, jak zmienia się napój wraz z upływem czasu, szukanie odpowiednich proporcji i doskonalenie procesu szybko przestało być zwykłym hobby. Stało się prawdziwą pasją.
Jestem człowiekiem, który lubi nie tylko coś tworzyć, ale również dzielić się owocami swojej pasji z innymi. A ponieważ dzielenie się alkoholem na większą skalę wymaga już trochę więcej niż dobrych chęci, przyszedł czas na współpracę z Urzędem Celno-Skarbowym.

I tutaj spotkało mnie bardzo pozytywne zaskoczenie.
Lata doświadczeń związanych z różnego rodzaju pozwoleniami nauczyły mnie, że urzędowe procedury potrafią być długie i wymagające. Tymczasem Urząd Celno-Skarbowy okazał się niezwykle pomocny. Szybkie weryfikacje dokumentów, dziesiątki poprawek, kolejne wersje i… mamy to!
Pozwolenie na uruchomienie rzemieślniczej miodosytni.
Przyszedł więc czas, aby ponad 15 lat doświadczeń, eksperymentów i nauki przekuć w produkt oraz markę, którą będę mógł rozwijać przez kolejne dziesięciolecia.
I tak oto w grudniu 2026 roku będę miał przyjemność zaprezentować Państwu moje miody pitne.
Ale historia na tym się nie kończy.
Jest jeszcze jedna historia — zdecydowanie świeższa, bo wydarzyła się w ciągu ostatniego roku.
Obiad u mojej mamy Jolanty. Oczywiście na deser miód pitny, rozmowy o tym, jak kiedyś bywało, wspomnienia rodzinne… I nagle pada jedno zdanie:
„Bo Wasza babcia Czesława to kiedyś do obiadu serwowała podpiwek.”
I się zaczęło.
Ponowne analizy przepisów, poszukiwanie informacji o historii podpiwku, poznawanie jego różnych rodzajów i próby odtworzenia tego smaku. Tak oto do moich produktów dołączył bezalkoholowy podpiwek ze słodu.
Uwielbiam smak piwa. Naprawdę. Równie mocno cenię sobie jednak możliwość szybkiego przemieszczania się po mieście, co zapewnia mi własne auto. A te dwie rzeczy, jak wiadomo, nie zawsze idą ze sobą w parze.
Oczywiście istnieje piwo bezalkoholowe. Jednak w moim odczuciu proces, w którym z gotowego piwa usuwa się alkohol, zabiera ze sobą również część jego charakteru i smaku.
Podpiwek jest dla mnie czymś zupełnie innym.
To napój, który od początku powstaje jako bezalkoholowy, a jego smak pochodzi z prawdziwego słodu. Nie jest pozbawionym alkoholu piwem. Jest własnym, tradycyjnym napojem — z własnym charakterem, historią i smakiem.
I właśnie to w nim cenię najbardziej.
Dziś łączę ponad 20 lat doświadczeń z pasją, która wciąż każe mi próbować, analizować, poprawiać i szukać jeszcze lepszego smaku. Nie interesuje mnie produkcja na skróty. Interesuje mnie rzemiosło, naturalne składniki, czas i satysfakcja z tego, co powstaje własnymi rękami.
Mam nadzieję, że znajdziecie w tych produktach coś, co przez te wszystkie lata najbardziej mnie w nich urzekało — prawdziwy smak i historię, która za nim stoi.
Smacznego!
Udało się! Za mną pierwszy „rozlew” — bo właśnie tak w miodosytnictwie…